Bilety na podróż na Pacyfik kupiłem 9 miesięcy temu, więc w sumie nie wiedziałem kiedy trafię tysięczny lot. Wyszło tak, że trafiło na tę podróż.
Na wyjazd na Pacyfik mogłem wygospodarować jedynie 10 dni. Strasznie mało biorąc pod uwagę, że leci się po 2 dni w jedną stronę. Kręgosłupem podróży były tanie loty Scoot ATH-SYD po niecałe 1000 zł za odcinek. Wiedziałem, że chcę zobaczyć co najmniej 2 wyspy na Pacyfiku i kombinowałem z Timorem Wschodnim. W końcu wyszło tak, że trzeba lecieć na Bali, skąd głównie odlatują loty do Dili. Rozkłady tak się układają, że niestety nocleg na Bali jest niezbędny. Dość długo układałem trasę by wcisnąć ile się da. Konieczne było też odwiedzenie Australii tranzytem.
Koniec końców wyszła nocka w Atenach, dzień w Singapurze, nocka na Bali, dzień w Timorze, kilka godzin w Darwin (choć miał być dzień w Kakadu, ale pozmieniali loty), nocka w Brisbane, 2.5 dnia na Vanuatu, przesiadki na Fiji, pełny dzień (2 noce) na Tonga i pół dnia w Canberze. Autobus do SYD na lotnisko i siup do domu.
Jak Scoot zaczął mieszać rozkładem to postanowiłem oddać powrotny SYD-SIN-ATH i kupić promocyjny Etihad. Dzięki niemu mogłem wrócić do Warszawy w poniedziałek o 6:40 i pójść do pracy. Inaczej czekało mnie wiele godzin czekania w ATH. Jak potem się to wszystko zmieniło... Ale o tym opiszę już w relacji.
Towarzyszy mi Leszek, z którym byłem w Afganistanie i Turkmenistanie.
Loty pierwotnie (przed zmianami na końcu) układały się tak:
No cóż, to świetne pytanie, na które chyba nie znam odpowiedzi
;-). Może to jakaś choroba organizmu, że wydziela mi się wtedy ogromna ilość endorfin i adrenaliny?
;-)Dolot do Aten kupiłem w jednej z licznych promocji Aegeana za 250 zł. Linie dalej trzymają poziom serwisowy i można napić się wina. W końcu lot 999. Rozkład Scoota niestety wymusza nocleg w Atenach. Wybraliśmy Holiday Inn niedaleko lotniska, płatny z góry za 80 euro. Zaletą tego hotelu jest darmowy shuttle lotniskowy. Można niby spać na lotnisku, ale przed długą podróżą nie chcieliśmy być na starcie niedospani.
Odprawa online Scoot nie przechodzi, ale na lotnisku nie ma kolejki i dostajemy karty pokładowe od razu na Bali.
Czas na pamiątkowe zdjęcie!
Pewnie wolałbym inną linię i lot na tysiaka, ale tak się trafiło i nie ma co narzekać. Scoot ma całkiem sporą ilość miejsca na nogi, ale na tym zalety się kończą. Nie ma IFE, jedzenie za kasę (zrobiłem pre-order), nawet wody nie dają za darmo. Jakoś wytrzymało się ten czas, mogłem nadrobić seriale oglądając na telefonie.
Tysiąc lotów - wow. Jakaś połowa z tego to służbowe. Kiedyś służbowo latałem jak głupi - po 6-8 międzykontynentalnych co roku, głównie Chicago i Mumbai. Do tego sporo po Europie. Nabiłem aż 2.2 mln km. Byłem na lotniskach w ponad 120 krajach, a samych lotnisk mam ponad 300. Kiedyś miałem i SEN i status 1k w United, a potem latami Platinum i Gold. Przed pandemią pokończyło się praktycznie służbowe latanie i teraz to już głównie prywatne podróże.
Czy ja lubię latać? Chyba nawet nie tak bardzo. Najbardziej lubię w lataniu to, że bardzo szybko dostaję się na miejsce. Dlatego lot Scootem aż tak bardzo mi nie przeszkadzał.
Wysiadamy z samolotu trochę przed czasem. Jest 3 rano. Formalności graniczne są błyskawiczne. Szukamy czegoś na śniadanie, ale najpierw pozbywamy się plecaków. Mamy prawie cały dzień w mieście. Na lotnisku prawie wszystko jest pozamykane, nawet fontanna nie działa. Znajdujemy jednak jakieś wietnamskie jedzenie i jemy śniadanie. Czekamy aż ruszy metro o 5:30 i jedziemy godzinkę do Botanic Gardens.
W Singapurze byłem 12 lat temu, ale w ogrodach nie byłem. A wpisane są one na listę Unesco, ale dopiero po mojej pierwszej wizycie w tym państwie/mieście.
O 6:30 dopiero wstaje świt. Miasto budzi się do życia.
Ogród zachował elementy angielskiego stylu krajobrazowego z XIX wieku, w tym długie aleje spacerowe, otwarte trawniki, malownicze zakątki z egzotyczną roślinnością. UNESCO podkreśla różnorodność historycznych budynków i układów zieleni rozwijanych od 1859 r.
Malownicze jezioro, przy którym odbywają się koncerty „Sundays @ the Symphony” to jedno z najbardziej klimatycznych miejsc na piknik lub odpoczynek.
Park z orchideami niestety jeszcze jest zamknięty i musielibyśmy czekać godzinę na otwarcie. Zbieramy się więc w kierunku downtown
Koniecznie chciałem zobaczyć Gardens by the Bay. Idziemy sobie spacerkiem od stacji metra o tej samej nazwie.
Same żywe (roślinność) i nieżywe drzewa robią super wrażenie. W nocy pewnie jeszcze lepsze.
Za niewielkie pieniądze można wejść na skywalk i podziwiać z góry.
Idziemy dookoła zatoki. Pogoda całkiem przyjemna, choć ja w takich tropikach momentalnie się pocę.
Przy lwie są już tłumy. Zjadamy wczesny lunch w jednej z okolicznych knajp i trochę odpoczywamy.
Czas na starszą część miasta:
Atrakcji w mieście jest jeszcze sporo, ale na reszcie już byłem. Zbieramy się na lotnisko i Dreamlinerem lecimy na Bali. Do hoteliku mamy z buta 500 metrów. Wieczorem wychodzimy jeszcze na krafta i kolację. W nocy mega leje, a my odsypiamy, bo o 8 rano mamy lot do Dili.@greg2014 Canon R8 + Canon RF 10-20/4L + Canon RF 24-105/4L. Tele sprzedałem, właśnie szukam jakieś
;-)Timor Wschodni to jedno z najmłodszych krajów świata. Niepodległość uzyskał dopiero w 2002 roku. Przez setki lat rządzili tutaj Portugalczycy, którzy wycofali się w 1975 roku. Po kilku dniach niepodległości na kraj najechała Indonezja i rządziła brutalnie przez następne 27 lat. Szacuje się, że zamordowali w tym czasie ponad 100 tysięcy ludzi...
Z Bali codziennie lata Citilink i Aerodili. Na malutkie lotnisko przylatuje jeszcze czasami Batik z Kuala Lumpur. Po tanich biletach w Indonezji, 2h lot do Dili to trochę szok, bo kosztuje 800 zł OW. Z Dili chcieliśmy wydostać się do Australii, do Darwin lata co 3 dni Air North. Z tego też powodu, na Timor Wschodni mieliśmy tylko 1 dzień. Szukając atrakcji w tym kraju, na stolicy właściwie wszystko się kończy. Można oczywiście jechać w prowincję i podglądać miejscowych, ale to nigdy nie jest proste. Dzień musi wystarczyć, a żeby go maksymalnie wykorzystać to bierzemy lokalnego przewodnika i za 100$ obwozi nas gdzie trzeba.
Pierwsze wrażenia z lotniska i stolicy to że wszystko jest w połowie zbudowane. Indonezyjczycy jak się wycofywali to zniszczyli co dało się zniszczyć, a bieda niestety nie pomaga w szybkiej odbudowie. Ruch na ulicach jest mały, jest kilka hoteli w wyższym standardzie w cenie około 100$, a kraj obecnie budują Chińczycy w tym samym modelu co w wielu krajach Afryki. Zbudowali nowy port, buduje się wielki apartamentowiec i chodzą słuchy o drogim hotelu pięciogwiazdkowym przy plaży.
Pierwsze widoki to pomniki bohaterów narodowych z początku XX wieku
Pierwsze kroki kierujemy do pamiętnika wizyty Jana Pawła II. Odwiedził on Timor Wschodni na kilka godzin w 1989 roku i wg przewodnika miał bardzo duży wpływ na wzniecenie ruchu niepodległościowego.
W tym miejscu odprawił mszę.
Wjeżdżamy na wzgórze, gdzie zbudowano mu pomnik.
Timor Wschodni jest katolicki, w odróżnieniu od ogromnej muzułmańskiej Indonezji. Pytałem przewodnika jak obecnie wygląda sytuacja między krajami. Podobno było pojednanie i ludzie Timoru wybaczyli Indonezji, ale nie zapomną tego co się stało.
Potencjał turystyczny kraju nie jest wielki, ale podobno w zatoce obok tej skały można spotkać diugonie, a na jednej z dwóch wysp należących do Timoru są także świetne miejsca nurkowe.
Stolica, taka trochę duża wieś, ma sporo miejsc upamiętniających trudną historię kraju...
Odwiedzamy targ, kościół.
Zatrzymujemy się w przerażającym miejscu. Zaraz po wizycie papieża, o której wyżej wspominałem, tłum gromadził się w mieście i pokojowo protestował. Protesty trwały 2 tygodnie i podczas jednego z nich, wojsko indonezyjskie zaczęło strzelać do ludzi zabijając kilkaset osób. Wszystko nagrał jakiś dziennikarz i schował kasetę na pobliskim cmentarzu. Jak go aresztowali to pokazał, że nic nie ma. Po kilku dniach wrócił i pokazał światu co się stało. Odbiło się to sporym echem i pozwoliło na pokazanie światu problemu w Timorze.
Jedziemy w góry. Idzie burza, jeszcze udaje się zrobić widoczek na stolicę
Zatrzymujemy się na chwilę przy tradycyjnej chacie, które są głównie rozsiane po prowincji. Na dole jest przewiewnie, a na górze się śpi. Ludzie tu jeszcze nie mieszkają, ale mieszka całkiem spory pajączek...
Odwiedzamy niedaleko muzeum z II wojny światowej. Właściwie nic tam nie ma do pokazania, więc oglądamy film i o tym jak Timorczycy pomagali Australijczykom podczas wojny. Bardzo ciekawe.
Po deszczu wracamy na dół i jedziemy w okolice wielkiego posągu Chrystusa. Jest niedziela, więc sporo ludzi wypoczywa na plaży, a my idziemy na górę.
Zapowiada się kolejna, interesująca relacja. W dodatku na rzadkim kierunku.Szacun za ogromną pasję do podróżowania. @cart podziel się sekretem skąd czerpiesz w sobie tyle siły i energii do tak intensywnego podróżowania?
Na wyjazd na Pacyfik mogłem wygospodarować jedynie 10 dni. Strasznie mało biorąc pod uwagę, że leci się po 2 dni w jedną stronę. Kręgosłupem podróży były tanie loty Scoot ATH-SYD po niecałe 1000 zł za odcinek.
Wiedziałem, że chcę zobaczyć co najmniej 2 wyspy na Pacyfiku i kombinowałem z Timorem Wschodnim. W końcu wyszło tak, że trzeba lecieć na Bali, skąd głównie odlatują loty do Dili. Rozkłady tak się układają, że niestety nocleg na Bali jest niezbędny. Dość długo układałem trasę by wcisnąć ile się da. Konieczne było też odwiedzenie Australii tranzytem.
Koniec końców wyszła nocka w Atenach, dzień w Singapurze, nocka na Bali, dzień w Timorze, kilka godzin w Darwin (choć miał być dzień w Kakadu, ale pozmieniali loty), nocka w Brisbane, 2.5 dnia na Vanuatu, przesiadki na Fiji, pełny dzień (2 noce) na Tonga i pół dnia w Canberze. Autobus do SYD na lotnisko i siup do domu.
Jak Scoot zaczął mieszać rozkładem to postanowiłem oddać powrotny SYD-SIN-ATH i kupić promocyjny Etihad. Dzięki niemu mogłem wrócić do Warszawy w poniedziałek o 6:40 i pójść do pracy. Inaczej czekało mnie wiele godzin czekania w ATH. Jak potem się to wszystko zmieniło... Ale o tym opiszę już w relacji.
Towarzyszy mi Leszek, z którym byłem w Afganistanie i Turkmenistanie.
Loty pierwotnie (przed zmianami na końcu) układały się tak:
No cóż, to świetne pytanie, na które chyba nie znam odpowiedzi ;-). Może to jakaś choroba organizmu, że wydziela mi się wtedy ogromna ilość endorfin i adrenaliny? ;-)Dolot do Aten kupiłem w jednej z licznych promocji Aegeana za 250 zł. Linie dalej trzymają poziom serwisowy i można napić się wina. W końcu lot 999.
Rozkład Scoota niestety wymusza nocleg w Atenach. Wybraliśmy Holiday Inn niedaleko lotniska, płatny z góry za 80 euro. Zaletą tego hotelu jest darmowy shuttle lotniskowy. Można niby spać na lotnisku, ale przed długą podróżą nie chcieliśmy być na starcie niedospani.
Odprawa online Scoot nie przechodzi, ale na lotnisku nie ma kolejki i dostajemy karty pokładowe od razu na Bali.
Czas na pamiątkowe zdjęcie!
Pewnie wolałbym inną linię i lot na tysiaka, ale tak się trafiło i nie ma co narzekać. Scoot ma całkiem sporą ilość miejsca na nogi, ale na tym zalety się kończą. Nie ma IFE, jedzenie za kasę (zrobiłem pre-order), nawet wody nie dają za darmo. Jakoś wytrzymało się ten czas, mogłem nadrobić seriale oglądając na telefonie.
Tysiąc lotów - wow. Jakaś połowa z tego to służbowe. Kiedyś służbowo latałem jak głupi - po 6-8 międzykontynentalnych co roku, głównie Chicago i Mumbai. Do tego sporo po Europie. Nabiłem aż 2.2 mln km. Byłem na lotniskach w ponad 120 krajach, a samych lotnisk mam ponad 300. Kiedyś miałem i SEN i status 1k w United, a potem latami Platinum i Gold.
Przed pandemią pokończyło się praktycznie służbowe latanie i teraz to już głównie prywatne podróże.
Czy ja lubię latać? Chyba nawet nie tak bardzo. Najbardziej lubię w lataniu to, że bardzo szybko dostaję się na miejsce. Dlatego lot Scootem aż tak bardzo mi nie przeszkadzał.
Wysiadamy z samolotu trochę przed czasem. Jest 3 rano. Formalności graniczne są błyskawiczne. Szukamy czegoś na śniadanie, ale najpierw pozbywamy się plecaków. Mamy prawie cały dzień w mieście.
Na lotnisku prawie wszystko jest pozamykane, nawet fontanna nie działa. Znajdujemy jednak jakieś wietnamskie jedzenie i jemy śniadanie. Czekamy aż ruszy metro o 5:30 i jedziemy godzinkę do Botanic Gardens.
W Singapurze byłem 12 lat temu, ale w ogrodach nie byłem. A wpisane są one na listę Unesco, ale dopiero po mojej pierwszej wizycie w tym państwie/mieście.
O 6:30 dopiero wstaje świt. Miasto budzi się do życia.
Ogród zachował elementy angielskiego stylu krajobrazowego z XIX wieku, w tym długie aleje spacerowe, otwarte trawniki, malownicze zakątki z egzotyczną roślinnością. UNESCO podkreśla różnorodność historycznych budynków i układów zieleni rozwijanych od 1859 r.
Malownicze jezioro, przy którym odbywają się koncerty „Sundays @ the Symphony” to jedno z najbardziej klimatycznych miejsc na piknik lub odpoczynek.
Park z orchideami niestety jeszcze jest zamknięty i musielibyśmy czekać godzinę na otwarcie. Zbieramy się więc w kierunku downtown
Koniecznie chciałem zobaczyć Gardens by the Bay. Idziemy sobie spacerkiem od stacji metra o tej samej nazwie.
Same żywe (roślinność) i nieżywe drzewa robią super wrażenie. W nocy pewnie jeszcze lepsze.
Za niewielkie pieniądze można wejść na skywalk i podziwiać z góry.
Idziemy dookoła zatoki. Pogoda całkiem przyjemna, choć ja w takich tropikach momentalnie się pocę.
Przy lwie są już tłumy. Zjadamy wczesny lunch w jednej z okolicznych knajp i trochę odpoczywamy.
Czas na starszą część miasta:
Atrakcji w mieście jest jeszcze sporo, ale na reszcie już byłem. Zbieramy się na lotnisko i Dreamlinerem lecimy na Bali. Do hoteliku mamy z buta 500 metrów. Wieczorem wychodzimy jeszcze na krafta i kolację. W nocy mega leje, a my odsypiamy, bo o 8 rano mamy lot do Dili.@greg2014 Canon R8 + Canon RF 10-20/4L + Canon RF 24-105/4L. Tele sprzedałem, właśnie szukam jakieś ;-)Timor Wschodni to jedno z najmłodszych krajów świata. Niepodległość uzyskał dopiero w 2002 roku.
Przez setki lat rządzili tutaj Portugalczycy, którzy wycofali się w 1975 roku. Po kilku dniach niepodległości na kraj najechała Indonezja i rządziła brutalnie przez następne 27 lat.
Szacuje się, że zamordowali w tym czasie ponad 100 tysięcy ludzi...
Z Bali codziennie lata Citilink i Aerodili. Na malutkie lotnisko przylatuje jeszcze czasami Batik z Kuala Lumpur. Po tanich biletach w Indonezji, 2h lot do Dili to trochę szok, bo kosztuje 800 zł OW.
Z Dili chcieliśmy wydostać się do Australii, do Darwin lata co 3 dni Air North. Z tego też powodu, na Timor Wschodni mieliśmy tylko 1 dzień. Szukając atrakcji w tym kraju, na stolicy właściwie wszystko się kończy. Można oczywiście jechać w prowincję i podglądać miejscowych, ale to nigdy nie jest proste. Dzień musi wystarczyć, a żeby go maksymalnie wykorzystać to bierzemy lokalnego przewodnika i za 100$ obwozi nas gdzie trzeba.
Pierwsze wrażenia z lotniska i stolicy to że wszystko jest w połowie zbudowane. Indonezyjczycy jak się wycofywali to zniszczyli co dało się zniszczyć, a bieda niestety nie pomaga w szybkiej odbudowie. Ruch na ulicach jest mały, jest kilka hoteli w wyższym standardzie w cenie około 100$, a kraj obecnie budują Chińczycy w tym samym modelu co w wielu krajach Afryki. Zbudowali nowy port, buduje się wielki apartamentowiec i chodzą słuchy o drogim hotelu pięciogwiazdkowym przy plaży.
Pierwsze widoki to pomniki bohaterów narodowych z początku XX wieku
Pierwsze kroki kierujemy do pamiętnika wizyty Jana Pawła II. Odwiedził on Timor Wschodni na kilka godzin w 1989 roku i wg przewodnika miał bardzo duży wpływ na wzniecenie ruchu niepodległościowego.
W tym miejscu odprawił mszę.
Wjeżdżamy na wzgórze, gdzie zbudowano mu pomnik.
Timor Wschodni jest katolicki, w odróżnieniu od ogromnej muzułmańskiej Indonezji. Pytałem przewodnika jak obecnie wygląda sytuacja między krajami. Podobno było pojednanie i ludzie Timoru wybaczyli Indonezji, ale nie zapomną tego co się stało.
Potencjał turystyczny kraju nie jest wielki, ale podobno w zatoce obok tej skały można spotkać diugonie, a na jednej z dwóch wysp należących do Timoru są także świetne miejsca nurkowe.
Stolica, taka trochę duża wieś, ma sporo miejsc upamiętniających trudną historię kraju...
Odwiedzamy targ, kościół.
Zatrzymujemy się w przerażającym miejscu. Zaraz po wizycie papieża, o której wyżej wspominałem, tłum gromadził się w mieście i pokojowo protestował. Protesty trwały 2 tygodnie i podczas jednego z nich, wojsko indonezyjskie zaczęło strzelać do ludzi zabijając kilkaset osób. Wszystko nagrał jakiś dziennikarz i schował kasetę na pobliskim cmentarzu. Jak go aresztowali to pokazał, że nic nie ma. Po kilku dniach wrócił i pokazał światu co się stało. Odbiło się to sporym echem i pozwoliło na pokazanie światu problemu w Timorze.
Jedziemy w góry. Idzie burza, jeszcze udaje się zrobić widoczek na stolicę
Zatrzymujemy się na chwilę przy tradycyjnej chacie, które są głównie rozsiane po prowincji. Na dole jest przewiewnie, a na górze się śpi. Ludzie tu jeszcze nie mieszkają, ale mieszka całkiem spory pajączek...
Odwiedzamy niedaleko muzeum z II wojny światowej. Właściwie nic tam nie ma do pokazania, więc oglądamy film i o tym jak Timorczycy pomagali Australijczykom podczas wojny. Bardzo ciekawe.
Po deszczu wracamy na dół i jedziemy w okolice wielkiego posągu Chrystusa. Jest niedziela, więc sporo ludzi wypoczywa na plaży, a my idziemy na górę.